Prawie koniec remontu

Strona główna » Prawie koniec remontu

No cóż, remont łazienki, o którym pisałam ostatnio, ciągnie nam się jak podgrzana mozarella. Na szczęście zmierza jednak ku końcowi. W sumie profesjonalnym ekipom budowlanym też się zdarzają opóźnienia, więc co dopiero takim amatorom jak my, którzy robią remont "po godzinach". Zdobyliśmy jednak kolejną specjalizację, którą możemy wykorzystać w razie kryzysu finansowego. 

Jednym z problemów, który nam się pojawił, był wybór płytek ceramicznych. Mi się na podłogę marzyły płytki cotto, o których pisałam kiedyś w tym artykule. Niestety mama wolała postawić na coś taniego, jak przystało na rezerwową łazienkę. Nie udało mi się jej przekonać, ale jest nadzieja... Płytki jej się bardzo spodobały i już myśli, żeby położyć takie w korytarzu. To w końcu bardzo reprezentacyjne pomieszczenie - pierwsze, które widzą goście proszeni i nieproszeni. Prawdopodobnie więc będziemy latem w przyszłym roku wymieniać podłogę w korytarzu. 

A tymczasem położyliśmy już marketowe płytki. Teraz czekamy aż wszystko porządnie wyschnie i będziemy kłaść fugi. A później trzeba będzie jeszcze przymocować brodzik i kabinę, powiesić szafkę i zamocować zlew i kran. A na koniec trzeba będzie kupić lustro (szafkę z lustrem?), pewnie jeszcze jedną szafeczkę i voila, będzie koniec. Na podłogę położyliśmy najcieńszy gres, jaki udało nam się znaleźć, żeby jeszcze bardziej nie podnosić poziomu. Nie skusiliśmy się na cięcie posadzki i jej skuwanie, o czym pisałam tutaj. Ryzyko kolejnych komplikacji okazało się zbyt duże i przyjęliśmy opcję bezpieczniejszą. 

Mama stwierdziła, że w czasie świąt, gdy zjedzie się rodzina, ta łazienka będzie najlepszym prezentem. Oki, to dokupię do niej tylko jakieś skarpetki ;) Albo płytę Sanah, która urzekła mnie swoją interpretacją wiersza Szymborskiej "Nic dwa razy".